Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Londyński).djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rywał mu myśli i nie mógł ich zebrać żadną miarą.
Poklepał tedy konia po szyi i rzecze:
— Uspokój że się, koniku! —
Ale koń zaczął znowu skakać do góry.
Bogacz zniecierpliwił się, a gdy koń stanął dęba, zawołał:
— Bodajeś kark skręcił!
Zaledwie wymówił te słowa, bęc! spada na ziemię, koń się przewraca martwy i ani drgnie!
Tak zostało spełnione pierwsze jego życzenie. Że jednak skąpym był z natury, nie chciał przeto zostawić siodła na drodze; odciął popręgi, przewiązał siodło przez plecy i pieszo poszedł do domu.