Strona:Bracia Dalcz i S-ka t. 2 (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/192

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — W średniowieczu, gdy nadawano wojownikom herby, uwidoczniano w nich szczegół początku rycerskiej karjery danego jegomościa: miecz, strzałę, uciętą głowę, zdobytą twierdzę, czy coś w tym guście. Gdyby mnie chciano dać herb, jego tarczę należałoby ozdobić tym oto emblematem!... Faktycznej wartości nie posiada on żadnej, tak, jak prawdopodobnie i większość emblematów herbowych, ale niezaprzeczenie jest klejnotem rodu Pawła Dalcza, który, jeżeli kiedykolwiek będzie istniał, będzie miał zaszczyt mieć mnie za swego protoplastę.
    Zaśmiał się i lekkim ruchem dłoni wrzucił pierścionek w ogień.
    — Poco to zrobiłeś? — zapytała odruchowo.
    — Nie cenię pamiątek. Klejnot zrobił swoje, klejnot może odejść.
    — Zupełnie ciebie nie rozumiem — powiedziała szczerze.
    Paweł spoważniał, wziął jej rękę i zapytał:
    — Czy wiesz, ile jest warta prawda?... Tyle co ten pierścionek! Warta jest cały majątek, jeżeli w nią wierzymy i pozostanie imitacją, gdy jej nie wierzymy. Może nie powinienem ci tego mówić, ale chcę ci powiedzieć... Tobie jednej... Zdaję sobie sprawę z wszystkich możliwych skutków! Wiem, czem ryzykuję. Prawdopodobnie nabierzesz do mnie wstrętu, może nawet pogardy, napewno zniszczę tem twoją miłość i twoją przyjaźń dla mnie, być może zmienię cię w swego zawziętego wroga i w dodatku dam ci do ręki broń przeciw sobie i to broń śmiertelną...
    Przeraziła się. Nigdy dotychczas nie mówił do niej w ten sposób, nigdy jego oczy nie miały tak surowego bezlitosnego wyrazu. Zrozumiała, że chce zwierzyć jej jakąś straszliwą tajemnicę i ogarnął ją paniczny strach:
    — Nie mów, Pawle, nie mów — błagała, wpijając się palcami w jego rękę — ja nie chcę nic wiedzieć... Ja cię tak kocham!... Nie mów!...