Strona:Bracia Dalcz i S-ka t. 2 (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/142

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    spadły dwie łzy, potem drugie dwie i trzecie i czwarte. Stała nieruchomo nie spuszczając oczu z twarzy Krzysztofa, a taca tak się trzęsła w jej rękach, że Krzysztof wziął ją i odstawił na bok. Jemu samemu łzy zakręciły się w oczach. Objął staruszkę i przytulił ją do siebie.
    — Mojaż ty gołąbeczko najdroższa — chlipała Karolina — moja kwiatuszko, moja panieneczko najcudowniejsza... Za co ciebie tak pokrzywdzili, na wieczną katorgę skazali, za jakie moje grzechy życie tobie zatruli, że nawet boskiem imieniem cię nie nazwać, że nawet ludzkiem sercem nie ogrzać, a nacóż ja cię własną piersią wykarmiła, a poco nockami nie spała, żeby na mękę taką cię wydali, świat przed tobą zamknęli, nijakiej radości nie dopuścili... Jezu miłosierny przebacz im grzesznym, nieludzka to rzecz przebaczyć za taką krzywdę, słoneczko ty moje, oczki ty moje najpiękniejsze, rączki moje najbielsze, a kogóż wy obejmować będziecie, a czyjeż wy dziatki po główkach głaskać będziecie, a któż was całować i hołubić przyjdzie... Na świecie białym, a gorzej od klasztoru ją zamknęli, panieneczkę moją, gołąbeczkę moją...
    Krzysztof ukrył twarz w sztywnym perkalowym fartuchu i nie mógł powstrzymać szlochu. Wiedział, rozumiał, że to głupio, że nic nie pomoże, że roztkliwia się i rozżala jeszcze bardziej słowami Karoliny, ale pragnął ich, pragnął tego dojmującego słodkiego bólu i swoich łez, niemądrych dziecinnych łez i rozpamiętywania swojej krzywdy i tego szlochania, które zrywało płuca spazmatycznym rytmem.
    Chciał być słabym, nie słabym, słabą, nieszczęśliwą dziewczyną, bezsilną, szukającą ratunku i pomocy... Zdaną na cudzą wolę, tuloną tak do piersi, słuchającą słów czułych przesiąkniętych łzami... Nie, nie, nie jest schizofreniczką, jest młodą spragnioną życia dziewczyną z pełnem poczuciem swej kobiecości, z pełnią instynktów kobiecych, świadomą, bun-