Strona:Booker T. Washington - Autobiografia Murzyna.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nych niewolników. Rozprawy te były dowodem, że rozumieli oni położenie i że wiedzieli o tem, co się działo, dowiadując się wszystkiego za pośrednictwem „pantoflowej poczty.“
Kiedy Lincoln wystąpił poraz pierwszy jako kandydat na prezydenta, niewolnicy na naszej plantacyi, odległej o wiele mil od kolei, od wielkiego miasta i dzienników, wiedzieli dokładnie o wszystkich sprawach, nad któremi się naradzano. Na początku wojny Południa z Północą nie było w naszej plantacyi ani jednego niewolnika, któryby tego nie rozumiał, że oprócz innych punktów spornych, najważniejszą ze wszystkich jest sprawa niewolnictwa. Nawet najmniej oświeceni ludzie mojej rasy, na najodleglejszych plantacyach — czuli doskonale, że wyzwolenie niewolników będzie najważniejszym wynikiem wojny, jeżeli armie z Północy zwyciężą. Każde ich powodzenie i każda porażka sił skonfederowanych były śledzone z najwyższem zajęciem. Niekiedy niewolnicy mieli wcześniej od białych wiadomość o stoczonej bitwie. Wiadomości te zbierali najczęściej murzyni, posyłani na pocztę po dzienniki. Poczta była o jakieś trzy mile od naszej plantacyi, a dzienniki przychodziły raz lub dwa razy tygodniowo. Człowiek, posłany na pocztę, kręcił się naokoło biura póty, póki nie schwytał treści rozmów ludzi białych, zbierających się tam dla rozbierania nowin, otrzymanych w listach. Posłaniec, powracając do domu naszego pana, rozpowiadał po drodze usłyszane szczegóły pomiędzy niewolnikami, którzy w ten sposób dowiadywali się o ważnych zdarzeniach wcześniej niż biali z „Wielkiego Domu“, jak nazywali murzyni mieszkanie pana.
Nie przypominam sobie z lat mego dzieciństwa lub młodzieńczych ani jednego wypadku, w którymby nasza rodzina zebrała się razem przy stole, odmówiła modlitwę i spożyła wspólny posiłek, jak czynią ludzie ucywilizowani. Na plantacyach w Wirginii dzieci zdobywały sobie żywność mniej więcej