Strona:Bohater Carlyle'a i nadczłowiek Nietzsche.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziesiątku lat wieku zeszłego wegetuje już tylko w domu zdrowia, porażony silnem zboczeniem umysłowem, w stanie grozy niemej.
Z wiekiem dziewiętnastym schodzi z tego świata, nie odzyskawszy ani na chwilę swej przytomności.
Koniec straszny, powinienby dać do myślenia tym, co go wynoszą i w ślady jego idą.
Człowiek ten nieszczęśliwy, chciał być czemś więcej niż człowiekiem, wznieść najwyżej, a skończył jako najnieszczęśliwszy i najbardziej upośledzony z ludzi, upadły nisko, żyjący wprawdzie, ale nie mogący z życia korzystać, bo nie korzystający z rozumu, którego mu P. Bóg udzielił, a którego on tak strasznie nadużył. Zamiast stać się nadczłowiekiem stał się... waryatem.
Oto jeden z zuchwalców, który się chełpił, że P. Boga zabił; a tu ręka Najwyższego, dosięgając go już na ziemi, zabiła w nim to, co miał ludzkiego, a zostawiła, co było zwierzęcego, — bezmyślne życie wegetującego nędznie ciała.
Zdaje się, że gdy mu rozum jeszcze jako tako dopisywał, koniec ten przeczuwał on sam, bo w usta Zarathustry włożył słowa następujące:
»O! Zarathustro, kamieniu mądrości, kamieniu do rzucania z procy, niszczycielu gwiazd, rzuciłeś się z wysoka w dół....
»Ale kamień rzucony upada ciężarem swym człowieczym na ziemię. Jesteś skazany przez siebie samego na własne ukamieniowanie. Ka-