Strona:Bogumił Aspis - Sen odrodzenia.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słońce zaskrzyło, niby kamień drogi
Na niebios kręgu i... dzień oblekł wszystko!
I wtedy moja Anielica biała,
Szeleszcząc cicho skrzydłami śnieżnémi,
Spłynęła resztą postaci do ziemi
I przed klęczącym mną się zatrzymała, —
I gdy-m ja jeszcze, wskróś trwogą tajemną
Przejęty, drętwiał w dawnych snów wspomnieniu,
Ona mi palec kładąc na ramieniu,
Rzekła z słodyczą: „Powstań i chodź ze mną!”
Rzekła.. Ach! głos Jéj nazywac-że mową?
Dźwięk z szkła dobyty pod dmuchnięciem Bożém,
Co ci głąb’ duszy kraje niby nożem
I serce wierci, jak klingą stalową, —
Dźwięk taki słowem nazywać! — wyrazem!?...
............
Powstań! — Gdyś długo na gwałt dzikiéj burzy
Wystawion, — w końcu, jak ścięty dąb duży,
Runął pod losów przemożnych żelazem;
I wysilony przekorą daremną,
Legł z wiedzą, że ci już umrzeć potrzeba,
A wtedy przyjdzie do ciebie Duch z nieba