Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/352

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Kassy, doprowadzona do rozpaczy, prawie do warjacji cierpieniem i nieszczęściami całego życia, w duszy swojej postanowiła się zemścić, zemścić się własną ręką za wszystkie okrucieństwa, których była świadkiem, lub ofiarą.
Pewnej nocy, kiedy wszyscy w chacie Tomasza spali snem głębokim, ujrzał on nagle twarz Kassy w oknie, a raczej w dziurze służącej za okno; wzywała go tajemniczym gestem ku sobie.
Tomasz wyszedł z chałupy, mogło już być między pierwszą a drugą w nocy. Tomasz ujrzał w oczach Kassy jakiś dziwny blask, tak różny od zwyczajnego wyrazu ponurej rozpaczy.
— Tutaj, wuju Tomaszu, tu chodź! — i biorąc swą drobną ręką za szorstką i dużą dłoń Tomasza, ciągnęła go z nadzwyczajną siłą. — Chodź tu, mam nowinę dla ciebie.