Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/329

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Legris, jak wielu okrutnych, bezbożnych ludzi, był przesądny; wziąwszy więc papier niechętnie, z pewnym rodzajem bojaźni go rozwinął.
Był w nim srebrny medalik i długi, lśniący pukiel blond włosów, który, jakby żywy, okręcił się około palców Legris’a.
— Przeklęte! — krzyknął z wściekłością, uderzając nogą w podłogę i zrywając z gwałtownością włosy, jakby mu palce piekły. — Skąd to? bierzcie je, rzućcie w ogień! spalić je, spalić!