Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/314

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pod pozorem, że niby zauważył coś na drugim końcu pola, natychmiast się oddalił.
Panna Kassy wzięła się do pracy i biegłością swoją zadziwiła Tomasza. Rzeczywiście, zdawało się, że siła czarodziejska jej pomaga. Słońce było jeszcze wysoko, a już napełniła swój koszyk, pomimo, że sowicie udzieliła ze swego zbioru Tomaszowi. Późno już po zachodzie słońca, zmęczeni do najwyższego stopnia robotnicy, niosąc swe koszyki na głowach, szli do magazynu bawełny, gdzie ich kosze zwykle ważono. Legris czekał ich tam, prowadząc żywą rozmowę z dwoma swymi poganiaczami.