Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/292

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Dlaczego, matko? Ten człowiek mówił, że my dobrze wyglądamy i łatwo się znajdzie kupiec na nas.
Nieszczęśliwa matka spamiętała dobrze wejrzenie i słowa tego człowieka. Ze ściśnionem sercem przypomniała sobie, jakiem okiem patrzał na młodą dziewczynę, jak podejmując kędziory ślicznych jej włosów, głośno mówił, że jest towarem pierwszego rzędu. Zuzanna, wychowana w wierze chrześcijańskiej, czuła, jak każda inna matka, niezwyciężony wstręt na samą myśl ujrzenia dziecięcia swego sprzedanego na pastwę haniebnych żądz. I biedna nie widziała żadnej nadziei, nie spodziewała się znikąd pomocy.
— O! jakby to dobrze było, gdybyśmy trafiły na jakich dobrych, uczciwych państwa; gdyby ciebie, droga matko, zrobili kucharką, a mnie pokojówką lub szwaczką. Możemy się tego spodziewać matko, wszak prawda? — pytała biedna dziewczyna, nie pojmując trwogi matki. — Bądźmy tylko rzeźwe, przyjemne, wesołe, o ile być można, powiemy wszystko co umiemy i może Bóg nam pomoże...
— Jutro uczeszesz sobie włosy gładko, zupełnie prosto, czy rozumiesz? — rzekła Zuzanna.
— Dlaczego? To mi nie do twarzy...
— Tak! ale wówczas prędzej ciebie kupią.
— Nie rozumiem dlaczego? — rzekła córka.
— Ludzie uczciwi prędzej cię kupią, widząc prostą, skromną, aniżeli gdybyś starała się być piękną. Znam ja ich, znam dobrze ich gusta — odpowiedziała Zuzanna.
— Więc dobrze, zrobię, jak każesz.
— Jeżeliby jutro, moja Ewelino — rzekła Zuzanna — rozłączono nas, pamiętaj na to, moje dziecię, jak byłaś wychowaną; przypominaj sobie, czego cię nauczała nasza dobra pani. Bądź pobożną i módl się często do Najświętszej Bogarodzicy.
Tak mówiła biedna kobieta w głębokim żalu, wiedząc, że człowiek podły, nielitościwy, bezbożny, może zostać właścicielem duszy i ciała jej córki — właścicielem absolutnym, nieodpowiedzialnym, skoro ma tylko dość pieniędzy na jej kupienie. Czy dziewczę podoła w chwili ciężkiej próby? Biedna matka, myśląc o tem, przyciskała ją do piersi. O! w tej chwili pragnęłaby ją widzieć mniej piękną. Pozostała nieszczęśliwej matce li tylko modlitwa, jako jedyna pociecha i ucieczka. Ileż podobnych modlitw z tego magazynu, przyzwoicie, czysto utrzymanego, wzniosło się przed tron Boga przedwiecznego!
Łagodny, tęskny promień księżyca, przedzierający się przez kratę okna padał na grupę w pół śpiących. Matka i córka razem zanuciły dziką, smutną pieśń, uświęconą u niewolników jako hymn pogrzebowy.

Biedne dziewczę! wiek twój cały
Przeszedł w łzach i boleści!
Ile męki, cierpień ile
Życie ziemskie w sobie mieści,
Tyś przecierpieć je musiała!
Cóż masz teraz za mąk tyle?