Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Zaledwie się ośmielam wierzyć temu — odpowiedziała panna Ofelja.
— Lecz przypuśćmy, że jutro całą masą przystąpimy do dzieła uwolnienia niewolników. Kto się poświęci wychowaniu tych miljonów, nauczaniu ich, jak mają używać i korzystać z wolności? Oni nigdy sami nie podołają temu, aby stanąć na równi z nami. Trudność cała w tem, że my z naszem lenistwem i naszą bezradnością, nie pouczymy ich o tej czynności i energji, jaką koniecznie powinni w sobie budzić, aby mogli zostać ludźmi. Będą musieli emigrować na północ, gdzie praca jest w modzie i przeszła w zwyczaj. Powiedz mi, proszę, czyż się znajdzie w waszych Północnych Stanach tyle miłości chrześcijańskiej, żeby się one podjęły wychowania murzynów i zgodziły się przyjąć ich do grona obywatelstwa? Posyłacie tysiące dolarów obcym misjonarzom; lecz czyż ścierpicie, aby w łonie waszych miast i wsi byli poganie?... czyż poświęcicie swój czas, zajęcia i dochody dla uczynienia z nich chrześcijan? Oto co chciałbym wiedzieć! Czyż przyjmiecie na siebie oświatę negrów, skoro im damy wolność? Czy dużo się znajdzie u was rodzin gotowych wziąć murzyna z jego żoną, oświecać ich, znosić ich wady, uczynić ich lepszymi? Któryż kupiec weźmie do siebie Adolfa, jeślibym go chciał wyuczyć handlu, lub któryż rzemieślnik przyjmie go w celu nauczenia go swego rzemiosła? Czy wiele się znajdzie szkół na Północy, któreby przyjęły Janinę i Różę, chociaż niemniej są białe, jak dużo kobiet Północy i Południa. Widzisz, kuzynko, ja tylko chcę, aby sprawiedliwość nam była przyznaną. Tak! położenie nasze jest hańbiące, jesteśmy uznani ciemiężycielami negrów; lecz wasz przesąd na Północy niemniej okrutnie ich prześladuje.
— Zgadzam się na to — rzekła panna Ofelja; — ja sama podzielałam ten przesąd, nim się nie przekonałam, że powinnością jest moją go przełamać, i mam nadzieję, że tego dokazałam. O, bez wątpienia! jest dużo ludzi poczciwych na Północy, którym wskażcie tylko ich powinność, a z całą energją będą ją wypełniać. W istocie, potrzeba mieć więcej miłości chrześcijańskiej dla przyjęcia pogan pośród siebie, jak dla posyłania do nich misjonarzy; lecz sądzę, że i to się stanie.
— Ty, kuzynko, postępowałabyś, z zaparciem się siebie; jesteś gotową spełnić każdą swoją powinność, nie wątpię o tem.
— Nie jestem wcale jakąś doskonałością — przerwała panna Ofelja. — I inni uczyniliby to samo, skoroby patrzeli na rzeczy z tegoż samego punktu widzenia. Wezmę Topsy z sobą, gdy będę wracała do domu. Z początku będą na to patrzeli wielkiemi oczami, lecz z czasem, mam nadzieję, ujrzą w tem to, co ja dziś widzę. Wierzaj mi, jest wielu na Północy, którzy postępują zupełnie tak, jak w tej chwili mówisz.
— Znaczna mniejszość — rzekł Saint-Clare. — Lecz skoro zaczniemy uwalniać niewolników trochę większemi masami, przekonamy się, ile tam u was takich się znajdzie.
Panna Ofelja nic nie odpowiedziała. Jakiś czas panowało milczenie. I ożywiona dotąd twarz pana Saint-Clare pokryła się smutkiem.
— Nie rozumiem! — odezwał się znowu pan Saint-Clare. — Skąd mi przychodzą nieustannie myśli o mojej matce. — Jestem w jakiemś dzi-