Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Wcale nie miałam matki! — odpowiedziała Topsy z temże samem wykrzywieniem twarzy.
— Co, nie miałaś matki? A gdzie się urodziłaś?
— Ja się nigdy nie urodziłam! — odpowiedziała Topsy z tym sam złośliwym grymasem. Gdyby panna Ofelja miała trochę słabe nerwy, mogłaby sądzić, że w małej murzynce siedzi rzeczywiście djabeł. Lecz będąc rozsądną, praktyczną, dążącą wprost do celu, dodała tonem ostrym:
— Nie odpowiadaj mi w ten sposób, bo wcale nie myślę z tobą żartować. Powiedz mi, gdzieś się rodziła i kto są twoi rodzice?
— Czyż ja kiedy się rodziłam? — powtórzyła mała — nie miałam ani ojca, ani matki, nie miałam nikogo. Wykarmił mnie jeden handlarz wraz z innemi dziećmi, a stara ciotka Sue miała opiekę nad nami.
Mówiła widocznie prawdę.
— To się często zdarza — odezwała się Janina. — Handlarze kupują niemowlęta za tanie pieniądze i hodują na sprzedaż.
— Jak długo byłaś u twoich ostatnich państwa? — spytała panna Ofelja.
— Nie wiem.
— Może rok, a może dłużej, lub krócej?
— Nie wiem.
— Zwykli murzyni — wtrąciła Janina — nie znają się na tem: nie wiedzą co to rok; nie wiedzą nawet, ile mają lat.
— Czy słyszałaś kiedy o Bogu, Topsy? — spytała panna Ofelja.
Dziecię spojrzało z widocznem pomięszaniem i znowu wykrzywiło złośliwie twarz.
— Czy wiesz, kto cię stworzył?
— Nikt, o ile wiem — odrzekła ze śmiechem.
Musiało się jej pytanie to wydać bardzo zabawnem, bo okrągłe oczy błysnęły filuternie i dodała:
— Sądzę, że urosłam sama, że mnie nikt nie stworzył.
— Czy umiesz szyć? — spytała panna Ofelja, widząc, że trzeba przejść do spraw praktycznych, dostępniejszych.
— Nie, nie umiem.
— Cóż umiesz robić? Co robiłaś u swoich poprzednich właścicieli?
— Nosiłam wodę, myłam talerze, szorowałam noże i usługiwałam gościom.
— Czy byli oni dobrzy dla ciebie?
— Być może, że byli dobrzy, — i dziewczynka rzuciła badawcze, przebiegłe wejrzenie na pannę Ofelję.
Po tak mało obiecującej rozmowie chciała panna Ofelja odejść; wstając, spostrzegła pana Saint-Clare wspartego na poręczy jej krzesła.
— Oto masz, kuzynko, rolę zupełnie dziewiczą; zasiewaj na niej ziarno zdrowe, — nie będzie potrzeba wiele pleć.
Zasady miała panna Ofelja, jak we wszystkich sprawach, tak i pod względem wychowania, stanowcze, niewzruszone.
Panowały one powszechnie przed wiekiem w Nowej Anglji. Za-