Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Gdybym nie był zepchnął ciebie, tobyś ty był pospychał nas wszystkich — odpowiedział Fineasz, nachylając się dla obwiązania mu rany. — No, pozwól, niech ci obandażuję ranę. Pragniemy twego dobra, nie mamy już do ciebie urazy. Zaprowadzimy cię do domu, gdzie będą cię opatrywać z troskliwością, z jaką cię zaledwo własna twoja matka opatrywać potrafiłaby.
Loker zamknął z bólu oczy. U ludzi tej klasy energja i odwaga są czysto tylko fizyczne i z upływem krwi nikną.
Boleśnie było patrzeć na tego człowieka, złamanego na duchu.
Gdy wóz nadjechał, wyjęto z niego siedzenia, a rozesłano skóry bawole; czterech mężczyzn ujęło ciało Lokera i z wielkim trudem położyli go na wozie. Stara murzynka, uniesiona litością nad nieszczęśliwym, usiadła obok niego i ułożyła głowę jego na swych kolanach. Elżbieta, Jerzy i Jan ścisnęli się, jak mogli, w pozostałej części wozu i wszyscy puścili się w dalszą drogę.
— Jak mu jest? — spytał Jerzy, usiadłszy obok Fineasza.
— Rana jest dość głęboka: więcej ucierpiał wskutek spadnięcia ze skały; upłynęło mu dużo krwi, dlatego widzimy u niego duchowe przygnębienie; ale się wyleczy, a nauka nie pójdzie może w las...
— O, uszczęśliwiasz mię, — rzekł Jerzy, — myśl, żem był przyczyną śmierci, choć w sprawie sprawiedliwej, ciężyłaby mi wiecznie.
— O tak, zabijać — czy to ludzi, czy też zwierzęta, zawsze to podłe rzemiosło. Byłem zawołanym myśliwym swego czasu, widziałem Daniela śmiertelnie ranionego; patrzał na mnie oczami, które wyraźnie mówiły mi, żem zły człowiek, bom zabił niewinne, biedne zwierzę. A cóż dopiero zabić człowieka! — To nie żarty. Żona twoja powiedziała, że po śmierci następuje sąd. Nie sądzę więc, aby skrupuły naszych braci w tym względzie były przesadne; i pamiętając na moje wychowanie, muszę przyznać im wiele słuszności.
— Cóż uczynimy z tym biednym? — spytał Jerzy.
— Zawieziemy go do Amarja. Jest tam babka Stefana, którą nazywają Dorkas, sławna z pielęgnowania chorych; to jej żywioł, uważa siebie za najszczęśliwszą, kiedy ma chorego pod swą opieką. Możemy go zostawić u niej na jakie pare tygodni.
Po godzinie drogi, przybyli nasi zbiegowie do ślicznej farmy, gdzie na nich czekano ze śniadaniem. Lokera złożono na łóżku, czysto i wygodnie usłanem, na jakiem nigdy jeszcze nie leżał. Opatrzono i przewiązano ranę z wielką troskliwością. Otwierając, jak zmęczone dziecię, oczy, spoglądał na białe firanki u okna i na łagodne światło, wkradające się do pokoju.
Porzućmy na chwilę rannego i zbiegów naszych.