Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szedł ku niemu właściciel fabryki i nie powiedział pół głosem:
— Jerzy! trzeba ustąpić, — idź z nim; dołożę starań, żebyś mógł do nas powrócić.
Tyran zauważył szepty, a chociaż słów nie słyszał, domyślił się treści; postanowił przeto tem więcej dać odczuć swoją władzę.

„Jerzy! trzeba ustąpić, idź z nim...“

Jerzy wrócił na plantację, gdzie go zaprzęgnięto do najcięższej pracy. Nikt wprawdzie nie posłyszał z ust jego skargi lub użalenia się; ale błyskające gniewem oczy i zachmurzone oblicze świadczyły o wewnętrznem usposobieniu młodzieńca, — niezbity dowód, że człowiek nie może być rzeczą, sprzętem.
W chwilach szczęśliwych swego pobytu w fabryce, poznał Jerzy Elżbietę i z nią się ożenił; wtenczas, dzięki zaufaniu właściciela fabryki, mógł wychodzić i wracać, kiedy mu się podobało. Małżeństwo to przyszło do skutku za zgodą pani Szelby, która, jak wszystkie kobiety, lubiła się bawić w kojarzenie małżeństw. Cieszyła się, że znalazł się człowiek odpowiedni, mogący Elżbiecie zapewnić szczęście.