Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ich niewolników, skoro się dobrze zachowują. A oprócz tego, któżby chciał kupić twojego Henrysia? Czyż tobie się zdaje, że cały świat patrzy nań twojemi oczami... No, dosyć już tego, otrzyj łzy i zapnij mi suknię. Dobrze! teraz uczesz mi włosy, tak, jak cię nauczono onegdaj, i nigdy nie podsłuchuj pode drzwiami.
— Nigdy, moja dobra pani!... ale... pani się nigdy na to nie zgodzisz?...
— Cóż za dziwactwo! Rozumie się, że nie! I pocóż mię pytasz o to? Przecież nie mogę zgodzić się, aby sprzedano drobne dziecię? Ale doprawdy, Elżbieto, tyś zanadto dumna na swego syna... Byle kto zjawi się w naszym domu, już ci się zdaje, że przyszli po twego chłopca.
Odpowiedź ta uspokoiła Elżbietę zupełnie. Zręcznie, żwawo ubrała swą panią i w końcu sama zaczęła się śmiać ze swojej trwogi.
Pani Szelby była kobietą inteligentną, szlachetną i wykształconą. Do wspaniałomyślności i szlachetności, wyłącznej cechy większej części kobiet w Kentucky, łączyła zasady surowej moralności i zasady uczuć religijnych, przewodniczących jej we wszystkich chwilach życia. Mąż jej, człowiek nie nazbyt religijny, umiał jednakże szanować jej przekonania, uchylał nawet czoła przed jej zasadami. Zajmowała się wyłącznie polepszeniem bytu niewolników i ich wychowaniu, — była prawdziwą ich opiekunką. Pan Szelby nie zajmował się tem wcale; pozostawił żonie swej zupełną wolność działania. Chociaż nie bardzo wierzył w nagrodę za dobre uczynki, wyobrażał sobie jednak, że cnoty żony i jemu niebo zdobędą; pojęcie takowe czyniło go wolnym od wszelkich obowiązków.
Po rozmowie z handlarzem, pan Szelby czuł jakiś ciężar na sercu: trzeba było opowiedzieć swe projekta żonie, a tu właśnie bardzo słusznie spodziewał się natrafić na opór.
Pani Szelby, ufając mężowi i nie wiedząc o złym stanie jego interesów, z całą pewnością przekonywała Elżbietę o bezzasadności jej obaw. Zajęta przygotowaniem do wizyt wieczornych, zapomniała zupełnie o tem, co przed chwilą zaszło.




ROZDZIAŁ II.
Matka.

Elżbieta dostała się do domu pani Szelby, kiedy była dzieckiem. Pani Szelby kochała ją jak córkę.
Każdego podróżującego w południowych Stanach Ameryki północnej uderza wdzięk ruchów i miękkość głosu matek, — są to ich cechy wyłączne; piękność ich często nieoledwie oślepiająca. Elżbieta, jak ją opisaliśmy, nie jest tworem wyobraźni, ale jest to portret zdjęty z natury, widzieliśmy ją kilka lat temu w Kentucky.
Wychowując się pod opieką pani Szelby, uniknęła Elżbieta pokus, na jakie narażone są piękne niewolnice. Gdy dorosła, wydano ją za