Strona:Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych 28.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że, gdyby on i jakikolwiek z naszych wodzów, ledwo nie sam p. Kazimierz Puławski[1], uciekali przed nimi, a każdy inną stroną, nie wiem jeszcze, za którym prędzejby poszli w pogoń; jeno że jako lud niewierny nie znali się na jego świątobliwości, ale myśleli, że on sobie czarta zhołdował, a ten za jego rozkazem sprawiał te wielkie dziwy, na które patrzali. Obskoczyli go; my też dzielnie jego bronili, a on nam: »Nie uważajcie na mnie, moje dzieci, a swoje róbcie; oni mi rady dziś nie dadzą«. My go posłuchali, a jak takiego nie słuchać? I to nam posłużyło, bo wielu z nich za nim się cietrzewiło, a my ich dusili, jak swoich. Co natrą na księdza, by go na spisy porwać, to spisy powietrze kolą mimo habitu, a ksiądz się tylko uśmiecha, że dońcy ze złości aż od rozumu odchodzą; a na końcu, widząc, że, lubo bezbronny, ani żelazo, ani ołów jemu nie szkodzi, przecież nic złego imże samym się nie robi, dawaj próbować rękoma go porwać, ile że koń księdza Marka nie był zwinny, a on sam, jako zwyczajnie kapłan, po łacinie siedział i zresztą nie uciekał. Ale co który się przybliży, to jak go swoim krzyżem przeżegna, kozak na ziemię bęc, jak długi, a koń jego w cwał, nie nazad, ale do naszych — i tak kilkunastu położył, że każdy lubo bez szwanku wstał, ale utracił konia. Dopiero kozacy zaczęli co prędzej uciekać do swoich i krzyczeć, żegnając się po swojemu: Czort Lachów broni! — a my za nimi, że, gdyby nie ich przeklęte armaty, obóz byłby się nam dostał.

  1. Kazimierz Puławski — konfederat barski, syn tego Józefa, który z Michałem Krasińskim utworzył związek, znany pod nazwą Konfederacyi barskiej.