Strona:Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych 25.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


te pieniądze dać gdzie do nauczyciela, ale na długoż to stanie?
Nie chciałbym mieć nic na sumieniu; pytam wszystkich, radzę się, każdy co innego mówi, i dwóch się nie zgodziło na jedno. Muszę samego łobuza odszukać i spenetrować go — czegoby też on sobie życzył. Nie inaczej.
Bury kot znowu po dachach łazi, że też go licho nie wzięło! Ale co złego, to nie ginie.
8 sierpnia. Udało mi się przydybać Czupurnego, ale już w stanie odmiennym cale: bez gazet, bez teczki, mina kiepska i odzienie poszarpane. Zaparłem go do kątka i wziąłem ostro na spytki. Nie chciał mi się tłomaczyć, lecz na końcu wyznał, że w bójce z ulicznikami gazety mu poszarpano i rzucono w błoto, i z tego powodu abszyt dostał.
— Cóż robisz?
— A no, nic — rzekł — z głodu mrę — odparł, płacząc....
— A ja — odezwałem się po ojcowsku — właśnie mam i dla ciebie trochę grosza od jednego pana, który... u którego matka twoja nieboszczka służyła. Dał mi je na to, abym ci pomógł.
— No, to daj mi je pan! daj! daj! — począł wołać, naciskając chłopiec.
— Poczekaj! nie dam inaczej, jak na poczciwego, ażebyś przejadł i zmarnował; nie pozwolę. Pójdziesz na naukę.
— A jako żywo! — zawołał, prawie płacząc — nie pójdę.
Poczęliśmy się tedy sprzeczać, nie mogąc z nim dojść do końca. Dałem mu kilka złotych,