Strona:Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych 20.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dlaczego? Dyabelskie urządzenie to jest, nic więcej. A przez co dyabeł trzyma duszyczki w smole, gdyby konopie we wodzie? — zapytała, puszczając na tok wrzeciono.
— Widzi mi się, że przez to, bo dusze grzeszne są.
— A naród głupi to nie grzeszny?
— A to czemu głupi?
— Ale! aby każdy wiedział, jak? co? la czego? Nie trzymałby go nikt za łeb, kiej piskorza, nie gniótłby po piersiach, jak wieprzka przy zabijaniu — nie.
— Źle jest.
— Musi tak być, kiedy jest.
— Pewnie. Nie chłopska głowa zrobi lepiej.
— Nie zrobi i insza, choćby była taka uczona, jak ksiądz, albo drugi ojciec święty.
— Tylko?
— Tylko samo się zrobi, jak czas potemu nadejdzie. Miarkuj sobie tylko, czemu to w kopania nie sieją owsa?
— Ano, nie pora przecież siać owies na zimę.
— Czemu na Gromniczną z pługiem albo broną nie wyjdziesz w pole? Czemu owieczków nie strzygą w zapusty? — Bo na to nie pora, bo na wszystko Pan Jezus swoją porę, swój czas wyznaczył. Miarkuj sobie tylko, jakie to wszystko Boskie urządzenie jest.
— Prawda, babko, miarkuję sobie, ale mi ckno, że, choćby człowiek naprzód chciał dostać jakiej dobroci, to nie można.
— Ale! chcieć każdy zawsze powinien, jak