Strona:Bajka o człowieku szczęśliwym.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


półnagich łonach, z różami w rozplecionych włosach. Rozkosz i miłość były około nich, to jedyne szczęście starożytnego świata, a im — młodym i pięknym — nie wolno było sięgnąć po nie pod grozą zakopania żywcem w czarnej ziemi za bramami miasta... Dokoła nich Rzym zwyciężał, władał i szalał, a one jedne patrzyły na to, jak teraz z tych marmurowych piedestałów patrzą na ruiny: spokojną i poważną twarzą — i czuwały bezsenne, aby ogień wieczny nie wygasł, Rzymu świętość największa, zadatek mocy jego i siły.
Co się dziać musiało w tych sercach dziewczęcych, żywych i może gorących a nieukołysanych żadną obietnicą mistyczną, żadną nadzieją pośmiertnej nagrody i jeno twardym obywatelskim obowiązkiem i wielką narodową dumą do surowego wyrzeczenia się nakłonionych?... Około cystern na opuszczonem atrjum rosną teraz przy ziemi drobne, ognisto-purpurowe róże, tak do zastygłych wielkich kropli krwi podobne; czy nie są to w kwiat po wiekach zamienione pragnienia i tęsknoty próżne tych dziewic, które tu ongi przy świętym ogniu życie trawiły?
Słońce wyszło już wysoko i rojno się zaczyna robić na forum. Zjawiają się grupki opa-