Strona:Bajka o człowieku szczęśliwym.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pył słoneczny po żyłach się rozchodzi i bije razem z krwią do serca, do mózgu?
Niegdyś miałem inną ukochaną figurkę: mały szkic z gliny, młodą nagą dziewczynę z rozpuszczonemi włosami, która usiadła na ziemi i objąwszy kolana, smutkiem obłędny, uporczywy wzrok gdzieś w dal wytężyła... Nie mam jej już, tej figurki. Lata całe stała u mnie na biurku, a potem dałem ją komuś, nie pamiętam... jakiejś kobiecie o białych dłoniach, co ją postawiła może gdzieś w salonie na półce, albo na stoliku, przy którym nigdy nie siada...
Co tam! Teraz mam grajka, który się śmieje,
I dobrze mi z nim.
Jest pewna godzina po zachodzie słońca, kiedy szary zmierzch poczyna już padać, że na jedną chwilę rozpłonią się jeszcze obłoki i zażegnięte złotem i krwią staną nad ziemią, rzucając jej dziwny blask, pożegnanie słońca, którego już nie widno. Ta godzina jest pośmiertnem życiem dnia. Domy, na których zagasł już był ostatni czerwony blask zachodzącego słońca, które pociemniały już były i zszarzały, rozpalają się przez chwilę na nowo, ale dzi-