Strona:Asnyk Adam - Pisma 03. Wydanie nowe zupełne.djvu/310

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Ale myśl w próżni kręci się bezwładnie,
    I gaśnie w głuchej odrętwienia nocy...
    I nic nie mogąc odnaleźć nędzarze
    Chylą z rozpaczą wychudzone twarze.

    Wiedzą, że wszędzie ta sama dokoła
    Głodowej śmierci konieczność straszliwa,
    Że brat ratunku udzielić nie zdoła,
    Bo sam go teraz daremnie przyzywa.
    Więc milczą, patrzą na śniegu posłanie,
    Słuchają wiatru żałobnego wycia,
    I w ciemność smutne rzucają pytanie:
    „Gdzie jest ich prawo najświętsze do życia?
    „Czemu są na śmierć skazani i za co?
    „Gdy na chleb ciężką zarabiali pracą“.

    Kto im odpowie na ten wykrzyk głuchy?
    Ludzkość zostanie w odpowiedzi dłużną,
    Bo choć szlachetne poruszą się duchy
    I miłosierdzie pospieszy z jałmużną,
    Rzucone wsparcie nie rozstrzygnie w niczem,
    I w niczem ciemnych pytań nie rozświeci,
    I ziemia dalej z sfinksowem obliczem
    Będzie pożerać pracujące dzieci,
    A ludzkość będzie roztrząsać ciekawa,
    Ten zgrzyt w harmonii społecznego prawa.