Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


46 na chwałę Twoją, popadłem w nieszczęście. Ale wszystko pokornie przyjmę z Twej ręki, co na mnie zesłać raczysz.“
Niezadługo stanął orszak cały, ku powszechnemu zdziwieniu pozostałej w domu służby, w dziedzińcu pałacowym. Radża nie posiadał się z gniewu; porwawszy za fuzyę, zastrzelił swego najlepszego charta angielskiego i zwróciwszy się do syna, krzyczał: „To samo ciebie czeka, skoro wykonasz to, coś zamierzył.“ Potem wszedł na schody, każąc Arugumamowi iść za sobą. Wszedłszy na piętro, zamknął się w swym gabinecie. Dopiero wieczorem ochłonął cokolwiek z gniewu, zawołał syna i starał się w dobry sposób dopiąć swego celu. Arumugam poprzednio przepędził na klęczkach kilka godzin i prosił gorąco Boga, aby ojciec w rozjątrzeniu nie dopuścił się jakiego krwawego czynu. Gdy widział wchodzącego radzę, złożył błagalnie ręce. Tymczasem książę pohamowawszy uniesienie, nie wyrzekł złego słówka; owszem uściskał syna i tak się do niego odezwał:
„Kocham cię serdecznie, i dla tego dzisiaj rano zapomniałem się do tego stopnia; obawiałem się bowiem, ażeby twój niedorzeczny postępek nie przyprawił cię o utratę szczęścia. Arumugamie, miły chłopcze, nie płacz, nie lękaj się niczego ; o to cię tylko