Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z dziećmi, przyodzianemi w podarte i dziurawe łachmany, i cisnącemi się w kąt. Najstarszy chłopiec, którego Arumugam niedawno obdarzył, patrzał na niego z iskrzącemi od radości oczyma. Przy pożegnaniu wyjął Arnmugam sakiewkę z pieniędzmi i dając ją biednej kobiecie, rzekł: „Módlcie się za mnie do Boga o łaskę, abym wszystko porzucił, a przyjął Chrzest św. II
„Wiemci ja, Panie, że tobie to przychodzi trudniej, aniżeli nam, bo ty przez to wyrzekasz się wszystkiego. Ale póki żyć będę, prosić będę Boga, ażeby ci udzielił szczęścia już tu na ziemi i stokrotnie ci to wynagrodził, czego się dla Niego wyrzeczesz.“
Arumugam podał wszystkim rękę na pożegnanie i obiecał ich znowu odwiedzić; potem wyszedł razem z muzykiem.
Zaledwie stanął na ulicy, wydał okrzyk przerażenia i zdumienia. Ujrzał bowiem siedzącego na słoniu swego ojca, który otoczony sług orszakiem, wybierał się na polowanie. Stojący w progu chaty Winfried miał tyle czasu, iż mógł się ukryć, gdy radża gromkim głosem się odezwał:
„Ty żeś to Arumugamie? Skąd się tu wziąłeś w tej psiej jamie Pariasa!“
Gdy blady jak trup i drzący Arumugam milczał, zakrzyknął radża: