Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Gdzie Świętojerska kończy się ulica
I plac Łukiski znagła w oczach stanie,
Z kozła mój stary zeskoczył woźnica
I zdjąwszy czapkę, szepnął: «Tutaj, panie...»
Biczyskiem w ziemię uderzył — i w ciszę
Obaj-śmy czujne wytężyli duchy, —
A mnie się zdało, że huk strzałów słyszę
I jęk na wzgórzach zduszony i głuchy...

Nim się do końca noc Dziadów odświęci,
Nim do apelu wezwie dzień surowy,
Jeszcze mi trzeba cisnąć kwiat pamięci
Na twą mogiłę, lirniku wioskowy!
Strunami lutni, złożonej pod głazem,
Twojej się Litwy rozbarwiła krasa —
A gdy kwiat rzucam — to go rzucam razem
Ku niewiadomej mogiłce Ułasa!...

Na wschodzie nieba zorza się czerwieni
I pora kończyć mą wędrówkę nocną,
O, stare Wilno! otośmy sprzężeni
Miłością wierną i jak śmierć tak mocną!
Za chwilę w słońcu staną twoje domy
I groby twoje, i serca twych ludzi,
Ciemność jest bowiem, jako sen znikomy,
Z której się dusza jak ze snu obudzi!