Strona:Arthur Howden Smith - Złoto z Porto Bello.djvu/143

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.




    ROZDZIAŁ IX.
    Wyspa.

    Dni, które upływały mi na pokładzie Króla Jakóba, były kubek w kubek podobne jeden do drugiego, chociaż u takiego szczura lądowego, jak ja, cały tryb codziennych zajęć i obowiązków oraz każda zmiana pogody budzi coraz to nową i niepomierną ciekawość. Dziadek umiał utrzymać na smyczy całą tę sforę zajadłych wilków i uzyskać taką sprawność, jaka cechuje karną drużynę marynarki wojennej. Boć też on wyobrażał sobie, że jest jakgdyby admirałem udzielnego autoramentu, a niekiedy w marzeniach widywał Jakóba, zapisanego w poczet floty królewskiej, oraz siebie samego, jadącego pod szeroką banderą na czele eskadry.
    — Jego Królewska Mość zapewne nie zamianuje mnie Lordem Admirałem, Robercie, — mawiał, przechadzając się po rufie, przyczem zawsze zakładał ręce poza siebie, a lunetę ściskał pod lewą pachą. — Jestem zwolennikiem zachowania tradycji, a do wspomnianego stanowiska niezaprzeczone prawa mają Howardowie. Ale niższego stanowiska może się dochrapię — naprzykład zostanę admirałem Białych, albo, jeżeli to miejsce już zajęte, admirałem Czerwonych[1]. Rozumiem, że wśród starych wilków morskich będzie wielka zawiść o godność na Białej eskadrze, ale ja też nie od parady noszę głowę na karku. Dla celów politycznych nie należy nigdy poświęcać niczyich zdolności

    1. Flota angielska rozpadała się dawniej na 3 eskadry czyli dywizje: białą, czerwoną i błękitną. (Przyp. tłum.)
    131