Strona:Antoni Ossendowski - Po szerokim świecie.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wa“ należy szukać obecnie śród mędrców Tybetu i Mongolji, zaś Anna-Katarzyna Emmerich ma widzenie tajemniczej góry proroków, która wznosi się, według niej, w tych samych stronach“.
W ten sposób przypadkowo słyszane przeze mnie opowiadania w Mongolji stały się niejako przyczyną nowych poszukiwań wielkiej, tajemniczej organizacji, o czem, naturalnie, nigdy nie mogłem nawet myśleć. Gdy teraz, w kilka lat po napisaniu wspomnianej powyżej mojej książki, przestudjowałem niektóre materjały, dotyczące Azji, i gdy nieraz myśl moja powracała do tajemniczej Aharty (Agartha), — składać się we mnie zaczyna pewna hipoteza, prawie całkowicie odrębna od poglądów czysto teozoficznych. Hipoteza ta nabrała żywszych barw po skończonej obecnie podróży mojej po Afryce Północnej. Nie znalazłem tam śladów Aharty, ale, kto wie? znalazłem być może coś starszego od Aharty, a takiego, co zrodziło tę tajemnicę.
Chcę mówić o Atlantydzie, tym prawie zupełnie zaginionym kontynencie, zaludnionym przez rasę czerwoną, która doszła do wielkiego poznania wiedzy magicznej, czyli jawnych i obecnie ukrytych sił natury i ducha ludzkiego. Część magów Atlantydy ukryła się w Egipcie, gdzie w tajnikach i podziemiach piramid i świątyń zazdrośnie strzegła wielkiej tajemnicy wiedzy, obawiając się, aby źli ludzie nie zmienili jej w narzędzie klęski, jak to raz już miało miejsce w samej Atlantydzie. Atlanci mieli, podobno, swe kolonje w Azji i Ameryce, stanowiących wtedy ogólny kontynent. Do tych kolonij przynieśli ze sobą swoją wiedzę magów, która przechowała się w niedo-