Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Niech zginie wraz z męką waszą! — zawołałem. — Niech rdzą się pokryje, niech nikt nie pozna czem był ten kawał żelaza, niech nikt nie wie, w co się zmieniała miłość wasza!...
— Dziękuję do końca życia mego! — szepnął Dymitr i wspiął konia.
Obłok śniegu pogonił za nim, a zamieć po chwili pochłonęła jeźdźca.