Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wadząc nieskończenie długie rozmowy na różne tematy. Odrazu zauważyłem, że nasi przyjaciele szczególnie łaknęli rozmów na tematy religijne lub naukowe, czując widoczną potrzebę w obcowaniu z kulturalnymi ludźmi.
Nie mogę nie zaznaczyć tu tej interesującej cechy ludzkiej — szukania zapomnienia się w myślach o rzeczach ideowych, abstrakcyjnych, nie mających nic wspólnego z walką życiową.
Obserwowałem to w różnych miejscach za czasów bolszewickich w Rosji, a później podczas mojej podróży przez serce Azji w warunkach nader ciężkich.
Moja grupa składała się z ludzi całkiem różnych poglądów, psychologji i inteligencji, a tymczasem wszyscy mieli jedno i to samo upodobanie. Oto co wieczór, przy ognisku, po herbacie z sucharami, ci zmordowani długim marszem ludzie nigdy nie zabierali się do spoczynku odrazu. Paląc fajki, leżeli około ogniska i zwracali się codziennie do mnie z jedną i tą samą prośbą.
— Profesorze, niech pan opowie o czemś, co życiem nie pachnie...
Były to dziwne, nocne opowiadania przy ognisku, za którym stał ciężki groźny mrok puszczy lub stepu, szalał mróz lub ze złośliwem syczeniem sypała śnieżyca.
Jakich tylko tematów nie poruszałem wtedy! Religja, historja, astronomja, nauki przyrodni-