Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na wyklętej wyspie zawrzało życie. Tłum ludzi roił się ciągle w różnych miejscach. Buchały dymem piece dwóch cegielni, a na polanie, gdzie były tak niedawno barłogi ludzkie, w końcu lata stanęły dwa duże baraki murowane i spory skład dla zapasów pożywienia. Ludzie, którzy przedtem z ponurą cierpliwością wyglądali zgonu, teraz pracowali z jakimś zapamiętaniem. Robiono beczki dla solenia ryby; kilka łodzi stale pływało w północnej części jeziora i tam się odbywał obfity połów wspaniałej ryby bajkalskiej, zwanej „omul“ z gatunku pstrągów. Ryby te solono i wędzono w czasowych drewnianych szopach, zbudowanych w lesie tuż przy brzegu jeziora; kobiety plotły siecie, naprawiały ubrania, gotowały strawę. Na południowej, bezleśnej połowie wyspy grupa chorych uprawiała rolę i na jesieni Kowal oczekiwał dobrych zbiorów ziemniaków, bobu i jęczmienia; w ogrodzie warzywnym, ukrytym na dużej polanie leśnej, urodziło się dużo wszelkich jarzyn.
W cedrowych lasach Kowal wykrył sporą ilość soboli, wiewiórek i kun. Postanowił zdobyć je z początkiem zimy, a więc kilku chłopów, którzy przed chorobą i wygnaniem na Olchon trudnili się myśliwstwem w lasach i górach Chamar-Dabana i na Angarze, sporządzali tam używane zwykle przez Sybiriaków sidła i pułapki.
— Na zimę będziemy mieli kapitał z tych futer, a wtedy jeszcze inną gospodarkę zarzą-