Strona:Antoni Lange - Róża polna.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przypomniał sobie teraz jej kłamstwa, jej trywialność, chciwość, rozrzutność, zepsucie...
— Zdeprawowała mnie. — Ach, gdyby spocząć u jakiej czystej dziewicy! Czemużem nie posłuchał ciotki?...
Nędza mię czeka. Co ja zrobię?
Stało się. Czuł, że powoli w jego serce wsiąka gniew i nienawiść do tej kobiety, co go poprostu wyssała do szczętu. Wobec nędzy, którą widział przed sobą, czy mógł nawet myśleć o uniwersytecie lub szkole rzeźbiarskiej, o założeniu fabryki, lub dziennika, o podróżach — które są tak doskonałym środkiem rozwoju umysłowego, wreszcie o wyprawie do Chin, z którą poprostu związaną jest cała przyszłość tego kraju!
Wszystko stracone. Trzeba dodać, że nienawiść do Leośki nie odrazu w jego sercu osiągnęła swoje maximum. Powoli dopiero, w miarę coraz większych przykrości życiowych — zmieniła się ona jak gdyby w oś jego istnienia. Cokolwiek się stało, w jego umyśle łączyło się z postacią tej kobiety — i z ich pobytem w Paryżu.
Długo borykał się z losem, aż nakoniec, po wieloletnich wysługach w fabryce grzebieni, osiągnął jaki taki dobrobyt. Miał 1500 rubli rocznie, ale czterdziestka była za pasem i nieraz w samotności rozmyślał o małżeństwie.
Nie udawało mu się jednakże. Biała lilja, którą mu swatała ciotka, wyszła zamąż; w krainie panieńskiej wieść nie tyle o jego romansie z Leokadją, ile o stracie majątku — rozeszła się lotem błyskawicy — i bardzo obniżyła jego walor: był teraz marnym grzebieniarzem. Zato panny bezposażne marzyły o nim — i niejedno otrzymał pismo różowe i rzewne, niejedno spojrzenie gorące, niejedno uściśnięcie ręki... Ale to go nie wzruszyło: szukał gotówki, dużej gotówki...