Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czują, jak lody tylu zim we krwi im tają?
Ale dość już! O, źródło wszechistnienia. Mayo.
Dość żyłem!... Ty, niewiasto, piękna jak boginie,
Co biegną lasem! Oraz ty, młody braminie,
Słuchajcie mię, stanie się według waszych życzeń —
Ale mi nie mięszajcie mych pobożnych ćwiczeń.
Gdy, pod słupem fatalnym — twardym węzłem z łyka
Siły twoje poskromi ręka ofiarnika —
Ty, siedemkroć przepowiedz Indry hymn zaklęty:
W obłokach wnet zahuczy straszny Piorun święty,
Więzy twe same przez się od Pioruna pękną
Aż się ludy zebrane zdumią i przelękną.
A krew rumaku bogów ukoi pragnienia —
I będziesz żył, jeżeli chcesz zaznać cierpienia.
Żegnajcie. Ja w Milczenia wieczyste otchłanie
Idę, jak kropla, która ginie w Oceanie!


VI.

Tron był lany ze złota, lany był ze złota
Pawilon Maharadży. Obraz lwa migota
W powietrzu, ponad świętem — promienisty, dumny!
Pawilon podpierają srebrzyste kolumny,
A z tronu wieję frendzle w haft z drogich kamieni
Ozdobne, błyskające ogniem stu promieni.
A na stopniach z agatu i masy perłowej
Leży rozfałdowany dywan purpurowy.
Naprzeciw ołtarz z głazu, postaci sześciennej,
Zbudowany jak każe zwyczaj nieodmienny,
A na nim słup miedziany stoi z bykiem białym
O czterech złotych rogach. Powolnym, wspaniałym
Tonem — bramin mający uśmiercić ofiarę,