Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Długie rzęsy twe oczy kryły. Biegłaś prędka,
W białej sukni, wysmukła, niby trzcina giętka,
I otoczyłaś szyję jego swem ramieniem,
Co dzwoniło manelą i złotym pierścieniem.
Później głosem podobnym do ptaków śpiewania,
Kiedy je w ciepłych gniazdach budzi blask zarania
Lub szumu, którym dźwięczę przezrocza źródlane,
Mówiły doń wilgotne twe usta różane:
— „Otom jest, oto jestem! miły mój kochanku,
Lata od wczorajszego naliczyłam ranku!
Nigdy wbrew mojej woli czas nie był tak długi;
Lecz zaledwiem ujrzała, jak srebrnemi smugi
Drżąca gwiazda zabłysła na niebie wysokiem,
Porzuciłam swe łoże i stół jednym skokiem.
Nie tak szybko gazela strwożona pomyka...
Ale twarz twoja smutna, oczu mych unika.
Ty płaczesz. Czyż przezemnie płyną łez twych zdroje?
O, mów! Ja pocałunkiem bóle twe ukoję.
Mów mi, dlaczego płaczesz? Wszakże kocham ciebie,
Więcej niż swego ojca, matkę mą i siebie?“
I nagiemi ramiony łagodnie obwije,
Jak sznurem bursztynowym Sunasepy szyję.
Chce odgadnąć przyczynę jego niemej skargi
I przypadkiem na wargach mu składa swe wargi.
On, chwiejny wobec tyla miłości i wdzięków,
Milczał z chmurą na czole, z sercem pełnem jęków,
Ale wkrótce wezbrała mu pierś od goryczy
I rzekł: Santo, dzień jeden tylko jeszcze liczy
Mój żywot. Jutro muszę, gdy nadejdę cienie,
Indrze piorunowemu iść na poświęcenie.
Mój ojciec (niechaj szczęsny dni przypędzi stare)
Młodość mą braminowi sprzedał na ofiarę!
Dotrzymam jego słowa. Siostro ma, me życie,