Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/327

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Niech żyją maszkary
Wszelakiej miary.
Karta — i crimen laesae — i lipcowe żary.

Dziś jam staruchem,
Lecz czujnem uchem
Z przyzwyczajenia —
Dla czasu przepędzenia
Słucham, jakie brzmią hasła,
I spokojnie je kradnę,
Łykając, jak kęs masła.
A sztuką władnę,
Bom w niej ćwiczony.
Pod osłoną prezydenta
Dziś mi papież uwielbiony
I kościół — matka święta.
Niech żyją błazny i arlekiny
I ludzie z miękiej gliny!
Niech żyją maszkary
Wszelakiej miary
I kto słyszy, jak rośnie trawa i szuwary!

Jam jeden z świadków
Wielu upadków!
Ten kredyt traci,
Ten duszę znów;
Ów szyją płaci.
Koroną — ów.
Lecz tylko osły
Łeb oddawali;
Chytrości posły —
My — zawsze cali. —