Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W dali tam — wszech przeciwieństw gasną krwawe błyski,
Ręka zwątpień otwiera tam Pewności wrota.
Wzrok widzi, jak się wiąże jasna praw istota,
Którą chwilowych doktryn więziły kołyski.

W dali tam — duch przenika w subtelnej pogoni
Dalej, niżeli pozór — niżeli śmierć sięga:
Serce się uspakaja. Słodyczy potęga
Ogromnego milczenia dzierży klucze w dłoni.

W dali tam — Bóg, będący każdą ludzką duszą,
Starza się — i we wszystkich rozlewa, odtwarza —
I tem wyżej się wznosi, im niżej rozważa
Cierpienie i pokorę, które serce kruszą.

I jest to pokój żywy i ciepły. Wesele
Harmonijne i równe — w tej wieczornej ziemi,
Gdzie jak węgiel nadziei promieńmi złotemi
Goreją gwiazdy nocy w powietrznym popiele.

Pod groblą śród wioszczyny,
Której szlak otaczają dziwne plątaniny
Krzywych linii ku dali zawrotnej, szumiącej —
Siwy powroźnik jasnowidzący
Wzdłuż domów i murów
Pochłania widnokręgi — rzekłbyś — mocą sznurów.