Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


EPODOS.

Do pustego zamczyska, szlachetny Atrydo,
Przez fale morza burzliwe —
Nie śpiesz! Niechaj twe nawy zwolna — zwolna idą —
Nie obaczysz swej żony. Pokryła ohydą,
Dni twego życia szczęśliwe!
Rycerzu — jak niewiasta łzy lej boleściwe —
Córa Ledy, śród rzecznej zrodzona głębiny —
Na nasze łzy nieczuła, niepomna swej cześci —
Opuszcza Grecyi krainy
I róż wieńcami się pieści,
Drwiąc z naszej wielkiej boleści!


DEMODOK.

O Febie — Apollonie! Z twoich ust jak słońce —
Płynie prawda, co duchy pokrzepia wątpiące —
Królu muz, piewco lasów i gór niebotycznych,
Władco złotego łuku i tchnień poetycznych,
Panie świętej Laryssy, pogromco Pytona:
Niech wyschnie oceanów fala niezgłębiona,
Niech eter nietykalny, zkąd twój wóz promienny
Ludziom i bogom światła niesie zdrój niezmienny,
Zapadnie się. Niech Hada ponure płomienie
Pochłoną świat w żałoby wiekuiste cienie —
Jeżelim kiedy zdradził cię — nie słuchał ciebie —
Jeślim zwątpił w moc twoją, Apollonie Febie!
Syny Hellady, dumne, mężne wojowniki,
Napełnijcie, jak gromem, swojemi okrzyki
Szczyt Olimpu — i ziemię szerokiej Hellady,