Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I zamiast miodu, co słodycz zawiera
Połyka ostre żądło — i umiera. —



MYSZ I WIELBŁĄD.

Z nogami związanemi
jadł wielbłąd trawki i kwiaty.
Wtem go mysz zoczy drobna.
Cóż to za potwór garbaty?
Myśli: czy też on wejdzie
tam do mojej mysiej dziury?
Za sznur go ciągnie; wielbłąd,
podług bydlęcej natury,
Posłusznie idzie naprzód,
za przewodnikiem z pokorą —
Mysz go ciągnie — aż stanie
olbrzym nad tą mysią norą.
„Mamże i tu wejść — pyta —
rozważyć trzeba dowody —
Jam wielki — dziura mała —
bacz, czy nie będzie stąd szkody?
Musisz mi ją rozszerzyć —
toć ogrom mój się nie zmniejsza“.
Lecz mysz siedzi już w norze —
Sądzi że jest najmądrzejsza.
Ciągnie wciąż — i za sobą
wlecze olbrzymią potworę:
I jeden krok wielbłąda
zdeptał mysz — i mysią norę.