Przejdź do zawartości

Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 Niczem jest robota licznych ludzi, Amon wyższy nad nich wszystkich.
 Oto sprowadził (wróg) dowódców licznych; a każdy śród nich ze swą konnicą.
 Wszyscy zbrojni narzędziami wojennemi: dowódca Aradu, dowódca Masa, Iriuna, Reka, Dardeni, Kaszkasz, Karkemisz, Kirkasz, Alep, Kheta.
 Wszyscy razem w jednem miejscu; trzy tysiące — liczba wozów.
 Oto wstąpiłem pomiędzy nich, potężny jako twój płomień.
 Pociągnąłem ku nim; podobny byłem bogu Mentu; pożarłem ich ręką swoją — w jednej chwili.
 Rzeź uczyniłem między niemi, śmierć rozsiałem dokoła.
 Jeden drugiemu krzyczał przerażony: nie człowiek to jest co (się zjawił) pośród nas — to Sutekh[1] wielki wojownik, to Baal we własnej osobie.
 Nigdy człowiek nie zdoła wykonać tego, co on wykonał przeciw nam, sam jeden tłumy odepchnął: nie było z nim wojewodów, nie było żołnierzy.
 Uchodźmy, uciekajmy przed jego mocą.
 Ratujmy życie nasze, aby tchnienie zachować.
 Albowiem ten, co ma z nim walczyć: ręka jego mięknie i omdlewa.
 Już nie umieli utrzymać łuków, podobnież i grotów.
 Gdy (wróg) ujrzał go, jako przybywał na skrzyżowanie dróg — oto J. W. stanął wobec nich niby orzeł.
 Oto rozpocząłem rzeź między niemi, a żaden mię nie uniknęł.
 I oto zwróciłem słowo do mych wojsk pieszych i do moich wojsk konnych, mówiąc:

 Krzepcie ducha, pokrzepcie, o moi żołnierze piesi, o moi jeźdźcy konni! Widzieliście moje czyny

  1. ↑ Sutekh — tak nazywali egipcyanie bogów plemion azyatyckich.