Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

ACHMED BEN MOHAMED MOK’RI.

I.
(OGRÓD).

Dla kwiatów tego ogrodu
z jedwabiu utkała wiosna-
Szatę: złoto i tęczę
stubarwną kładąc na krosna.
Zefiru, który się zbliża —
pieściwe tu wieją tchnienia:
Kochankiem on traw bogatych —
i krynic srebrzystych drżenia.
Ileż tu dziwnej piękności,
gdy rosa perły rozdzieli
Pomiędzy kielichy mirtów
i róże. co stoją w bieli,
Kiedy zdrój świeży wstrzymuje
przechodnia swemi ramiony —
I zdaje mu się podawać
i uśmiech i anemony!
Jak słodkim jest śpiew słowika,
którego sady słuchają:
Drzewa ażeby cień zwiększyć —
tkllwiej swe gąszcze ściskają.
Ilekroć odwiedzam tę łączkę,
nagietek i lilia się kłonią —
I pozdrawiają mnie z wdziękiem:
oczyma ten, ową dłonią!