Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pójdę do myrrhy gór
Pójdę na wzgórki ziół.

Salomon.

Nadobną mi jesteś kochanko,
Nadobną bez zmazy:
Ty ze mną się spuścisz z Libanu
Od góry Anana —
Z wierzchołka Seniru, Hermona
Będziemy patrzali:
Od lwicy legowisk i rysiów
Będziemy patrzali.

O, siostro i moja kochanko,
Zraniłaś mi serce!
Podbiłaś mię sobie spojrzeniem
I splotem twych włosów.

Twe usta, o, siostro kochanko,
Są słodsze od wina:
I wonność co z ciebie wysycha
Nad wonie wszelakie.

Tyś ogród, zamkniony zdrój święty
I studnia warowna —
Tyś jabłoń jest rajska nietknięta
Z kosztownym owocem.

Cynamon i krokosz i myrrha
I wonie rozliczne
I zdroje wód żywych Libanu
I studnie ogrodu. —

Hej, wiatry z północy powstańcie,
Z południa się zbierzcie —
Przewiejcie mój ogród dokoła —
Niech płynie woń jego.