Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czotę, oddam ci całe swoje życie... — doszedł jej szept Araba.
Po chwili Aziza oszołomiona i bezwładna leżała na łożu i drżała pod palącemi pocałunkami Saffara. Daremnie usiłowała zakryć nogi i piersi. Słabość coraz większa ogarniała ją, a pocałunki zapalały w jej nagiem, bezwładnem ciele ten płomień, w którego wirze giną i milkną wszystkie echa, dźwięki, myśli i wspomnienia...