Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szczęśliwy, nazywając cię przed ludźmi swoją zoną, o „azel“[1] mój najsłodszy!
Tak mówił Arab, gdy prosił ją, aby się przebrała w inne szaty i „otoczyła klejnoty piękności swojej bogatym wieńcem przepychu królewskiego, gdyż jest ona królową najpiękniejszych kobiet“.
Dobrze zapamiętała te słowa Saffara el Snussi żona Rasa ben Hoggar, a gdy mimowoli powtarzała je sobie, przejmujący słodki dreszcz i miłe osłabienie ją ogarniały.
Tymczasem handlarz jechał obok swego niewolnika Harazema i nie szczędził mu wskazówek, dotyczących Aziza.
Wreszcie Harazem zapytał ze śmiechem:
— Powiedz mi, sidi, co to za „mra“[2] zdobyłeś w górach? Może porwałeś żonę samemu wielkiemu kaidowi? Czy też może wieziesz nową niewolnicę sułtanowi? Powiedz!

— Głupi jesteś, jak pień spróchniałego „zitun“[3], Harazemie! — szepnął, bacznie się oglądając, Arab. — Jest to wolna kobieta ze starego rodu góralskiego. Piękna jest, dumna, śmiała, tańczy jak rusałka, głos ma, jak słowik bahdadski, a pełna płomieni! Wiesz, że za takie „mra“ płacą drogo, ale też za to można dostać się do więzienia. Pozornie wszystko jest w porządku. Podpisała umowę, że sama dobrowolnie się zaprzedała, jednak, gdyby coś wynikło, a ona zeznała, w jaki sposób ja i kadi namówiliśmy ją do tego, nie byłoby z nami dobrze, oj, byłoby bardzo źle! A piękna jest! Hurysa, ghezal, asel, nuar, lalla Aziza, słońce i radość!!! I do tego nic za nią nie zapłaciłem!

  1. Azel — miód.
  2. Mra — kobieta.
  3. Drzewo oliwne.