Strona:Antoni Chołoniewski - Nieśmiertelni - 1898.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Adam Krajewski.


Szczupły, nizki, wywiędły, z okularami na nosie i piórem wetkniętem za ucho. Twarz z wyrazem niezdecydowanym: trochę przypomina typ zahukanego biuralisty, a trochę pedantycznego profesora, są to jednak wrażenia czysto zewnętrzne… Pisze powieści, nowele, humoreski i wydaje — Dwutygodnik straży skarbowej. „Dla chleba, panie, dla chleba!“ jak mówi poeta. Lwowianin z krwi i kości, zna świetnie ludność przedmiejską, owych „obywateli“ z Bajek, z Pasiek, z Łyczakowa, z Pohulanki, gdzie to wedle popularnego, choć niedość zrozumiałego wyrażenia się lwowskiego, „dyabeł dobranoc powiedział“ i skąd zwłaszcza nocną porą nie zawsze wraca się z całemi kościami i zegarkiem w kieszeni. W powieściach swoich („Aż na dno“, „Kątem“), pisanych trochę surowo, bez poczucia artystycznego, ale z pewną dozą obserwacyi, wprowadził właśnie na arenę ów przedmiejski żywioł lwowski, dotąd traktowany zawsze tylko w sposób kalen-