Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ślim choć jedno słówko zrozumiał! Oddajcie mi tę przysługę chrześcijańską!
Budyłda kilkakrotnie zdobywał się na odwagę i meldował o tem naczelnikowi, ale Semipałatow machał tylko ręką i, przechadzając się po biurze z Gałamidowem, wytykał wszystkim nieuctwo. W ten sposób minęły dwa miesiące a cała ta historja miała najokropniejszy epilog.
Pewnego razu Merdiajew, przyszedłszy do pracy, zamiast zasiąść przy swym biurku, padł po środku biura na kolana, rozpłakał się i jęknął:
— Przebaczcie mi, chrześcijanie prawosławni, że fałszywe monety robię!
Potem wszedł do gabinetu, ukląkł i oznajmił:
— Wybacz, ekscelencjo, wczoraj niemowlę do studni wrzuciłem!...
Uderzył czołem o podłogę i zalał się łzami...
— Co to ma znaczyć?! — zdumiał się Semipałatow.
— To znaczy, wasza ekscelencjo — powiedział Budyłda ze łzami w oczach, że chłop zmysły stracił! Kręćka dostał! Bo Pan Bóg wszystko widzi, wasza ekscelencjo. A jeżeli się waszej ekscelencji słowa moje nie podobają, to proszę o dymisję. Lepiej mi z głodu umrzeć, niż na stare lata podobne rzeczy oglądać!...
Semipałatow zbladł i przeszedł się z kąta w kąt.
— Nie wpuszczać tu więcej Gałamidowa —