Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


scy walą do przedpokoju, aby obejrzeć futro i oglądają je tak długo, dopóki lokaj doktora nie wynosi cichcem z przedpokoju pięciu opróżnionych flaszek... Gdy podają jesiotra z wody, Marfutkin przypomina sobie, że zostawił w sankach papierośnicę i wychodzi do stajni. Żeby mu się samemu nie przykrzyło, zabiera ze sobą djakona, który właśnie chciał rzucić okiem na konia...
Tego samego wieczoru Liubow Pietrowna siedzi u siebie w gabinecie i pisze list do swojej starej przyjaciółki petersburskiej:
„Zwyczajem lat ubiegłych — pisze między innemi — urządziłam domową mszę żałobną w rocznicę śmierci męża. Na mszy byli wszyscy sąsiedzi. Ludzie to prości, nieokrzesani, ale jakież złote serca! Ugościłam ich przepysznie, ale, jak i w ubiegłych latach, trunków wyskokowych — ani kropelki. Od chwili, kiedy on umarł z nadmiaru użycia, ślubowałam sobie wprowadzić w naszym powiecie abstynencję i w ten sposób odkupić grzechy nieboszczyka. Propagowanie trzeźwości zaczęłam od swojego domu. Ojciec Jewmenjusz zachwycony jest moją ideą i pomaga mi słowem i czynem. O, ma chère, gdybyś wiedziała, jak mnie kochają moje niedźwiadki! Prezes powiatowego urzędu ziemskiego, Marfutkin, po śniadaniu przylgnął do mej ręki, długo przyciskał ją do ust i, pokiwawszy komicznie głową, rozpłakał się: dużo uczucia, a brak słów! Ojciec Jewme-