Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Drobiazg.

„Jaśnie Wielmożny Panie nasz, ojcze i dobroczyńco!“ — tworzył na brudno powinszowanie urzędniczyna Niewyrazimow.
„Niniejszem życzę przepędzić zarówno dzisiejszy Wielki Dzień, jak i wszystkie dni przyszłe w dobrem zdrowiu, szczęściu i wszelakim dostatku. Jak również rodzinie życz...“
Gasnąca już lampa kopciła i śmierdziała naftą. Po stole, obok piszącej ręki Niewyrazimowa, trwożnie biegał zabłąkany karaluch. W trzecim pokoju od „dyżurki“ szwajcar Paramon już poraz trzeci czyścił świąteczne buty z taką energją, że plucie i pucowanie szczotką słychać było w całem biurze.
— Coby temu łajdakowi jeszcze napisać? — zamyślił się Niewyrazimow, podnosząc oczy na zakopcony sufit.
Na suficie zauważył ciemne koło — cień od ciemnika. Trochę niżej — zakurzony gzyms, a jesz-