Strona:Anioł Stróż Chrześcianina Katolika.djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pokusy czarta, ani zasadzki świata, ani natarczywości ciała, nigdy mię od Ciebie nie oddalały. A jeżeli kiedykolwiek trafi mi się co dla Ciebie cierpieć, to racz otworzyć niebo oczom duszy mojéj i daj mi się obaczyć, że jesteś ze mną w utrapieniu, że mię uratowawszy, wybawisz z niego i rozjaśnisz nademną oblicze swe, Synu Boży, stojący po prawicy Ojca w chwale przedwiecznej, Amen.

O Święty Szczepanie! wierny naśladowco Chrystusa w miłości nieprzyjaciół! podnoszą na Cię prześladowcy ręce kamienami[1] uzbrojone, Ty za nich w niebo oczy i serce wznosisz; obsypują CIę okrutnemi razami jako gradem, a Ty na nich zamiast piorunów, miłosierdzie Boskie modląc się ściągasz; zabijają Cię przeciwko prawu, a Ty konając prosisz Boga, aby im tego za grzech nie poczytał. — Ach! wielki zabójców własnych miłośniku! uproś nam u Boga tak przyjazne ku największym nieprzyjaciołom serce. Niech nas Twój

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – kamieniami.