Strona:Angelo De Gubernatis - Maja.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od tłumacza
do Cordelii i Ercolina.

Widziałem dwa pączki róży rozkwitłe nad Arnem, rozmodlone ku słońcu, które z liców ich zcałowało perły zorzy porannej. Piękniejszymi wydawały mi się dziecinne, jasnowłose główki wasze otoczone miłością rodzicielską. Dziś dzieciom — na kiedyś, gdy dojrzejecie, by opromienić sędziwość ojca i z innymi uwieńczyć skroń jego pochyloną od pracy wieńcem zasługi, poświęcam ten przekład niegodny pierwowzoru. Wtedy — wspomnijcie i wędrownego artystę, którego słuchaliście czasem, który nieraz zasiadał przy gościnnem ognisku waszem, gdy utwory jego grywała wasza matka, co samotny i w chwilach ciemniejszych życia, często doznawał pociechy i zachęty... wśród obcych, przy sercu szlachetnem waszego ojca. Oby te odbiły się tęczą tysiącznych błogosławieństw na życiu waszem. Ty Cordelio