Strona:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i powaliła na ziemię na progu carskiej sypialni Obudził sit: car i żył.
Niema z tego nic. Pełno wokoło pustki. Głębią milczenia odzywa się z każdego kąta. Było, przeszło. Ale mieszkają i tutaj ludzie. Puste, bezludne są całe skrzydła, całe piętra, obok wre żywa krzątanina.
Pełno prac, zabiegów, kłopotów. Roją się ludzie, jak mrówki, po podwórzach, po pokojach. Są tu wszyscy u siebie — ci obcy.
Za tym korytarzem idą szerokie schody i prowadzą do innego skrzydła. Przedpokoje, komnaty, z kordegardą, gdzie drzemie gromada żołnierzy, Drzwi — przede drzwiami na straży żołnierzyna wpija wystraszone oczy w każdego, kto go mija.

Tutaj, o tej wieczornej porze chodził po swoim gabinecie i rozmyślał człowiek w generalskim mundurze. Pies psów carskich, sługa sług, niewolnik, bijący czołem w przedpokojach ministra, a w Polsce pan samowładny i prokonsul, opiekun, dozorca i kat, generał i gubernator. Mieszka na zamku królewskim, jak król, i ma władzę, jakiej nie miał żaden król polski.
Chodził po wielkim swoim gabinecie i nudził się. Już oddawna jest znudzony wszystkiem. I zbytkiem, który go otacza i strachem, który wzbudza w kraju, poddanym jego władzy. Nudzą go dobre obiady i dobre wina, nudzą go zaszczyty, nudzi uległość podwładnych, nudzi go karjera, nudzą go wyroki śmierci, które potwierdza codziennie w oznaczonych na pracę godzinach.