Strona:Andrzej Kijowski - Ethos społeczny literatury polskiej.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


giwać się superlatywnymi ocenami swych własnych czynów, takimi jak np. "najdonioślejsza w dziejach Polski reforma gospodarcza", "największe w historii parlamentaryzmu dzieło legislacyjne obecnego sejmu", "najliberalniejsza w Europie ustawa o związkach zawodowych", może powiedzieć, że stworzyła twórcom swobody, o jakich marzyć nie śmieli.
Istotnie, jeżeli swobody owe polegają tylko na tym, że się pisze jak się chce i o czym się chce, to władze miałyby rację o tyle, że dały ze swej strony wszystko, co dać mogą, nie zmieniając ustroju. Ale właśnie chodzi o to, że wolność twórcza polega na czym innym. Na owej "racji dodatkowej", czyli na wewnętrznej zgodzie człowieka z jednym bodaj jej celem — bliższym lub dalszym, jawnym lub ukrytym, bardzo głębokim, lub tylko powierzchownym. Ludzie muszą wiedzieć, że to, co robią w jakiejkolwiek dziedzinie, czemuś dobremu i trwałemu służy. Otóż teraz tego właśnie nie wiedzą. Nie wiedzą nade wszystko, czy tworząc jakiekolwiek pozytywne wartości w tym kraju, umacniają jego byt niezależny czy jedynie władzę, która jego losem frymarczy, samej sobie tylko kupując trwałość. Twórcy nie wiedzą, czy okazując swoje talenty i możliwości, podnoszą wartość kultury narodowej czy też wartość ową oddają w niuczciwy pacht. I nie wiedzą, co dla nich i dla ogółu w tej chwili lepiej: pracować dla wspólnego dobra czy pogrążyć się w prywatnym życiu, skoro dobro wspólne jest w złych rękach. Więc aktor nadal zastanawia się, czy wystąpić, malarz — czy pokazać swe obrazy, a pisarz nie jest pewien, czy powinien pisać, wydawać, przemawiać, pokazywać twarz.
Przed twórcami stoi ten sam problem, co przed hodowcą cieląt; oddać je na zmarnowanie czy zarżnąć i zjeść samemu. Pisać, reżyserować, grać po to, żeby władza psuła to po swojemu i chwaliła się przed światem dynamiką rozwoju, pluralizmem i tolerancją "kultury socjalistycznej" — czy też swój talent spożytkować inaczej, poza strukturami scentralizowanej kultury urzędowej.
Czy to możliwe? Pewnie nie — na dłuższą metę. Ale to inna sprawa. Na razie mamy do czynienia z tym "odruchem odmowy". Zarówno w hodowli, jak w twórczości kulturalnej.