Strona:Andrzej Kijowski - Dziecko przez ptaka przyniesione.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziecko potworne, dziecko święte, skrajności cnotą opętane!
Przyszedł twój dzień.
Znów do gazet trzeba mi sięgnąć:
„Dzisiaj z rana...” albo raczej: „w godzinach rannych pod Województwa gmachem stanął tłum, który wznosił wrogie krzyki i kamieniami ciskał w okna biur. Policja położyła kres gorszącym zajściom.” Tyle IKAC.
Ach, stylu, stylu dziennikarski, o, boska sztuko eufemizmu i omówienia! Tobie winna epoka nasza spokój sumień i jakie-takie zdrowie ducha. „Gorszące zajścia”, albo „burdy... którym kres położono...” „Siły porządku uśmierzyły... I przywróciły ruch normalny... Spokój panuje... Centra miasta mocno strzeżone... Obaw żadnych nie budzi nastrój mas.”
To znaczy:
Krew na bruku zmieszana z końskim łajnem i błotem w lepką maź, płachtą przykryty papierową podłużny kształt — i honorową straż trzymają cztery cegły bacząc, aby papieru wiatr nie porwał.
To twoje dzieło, dziecko krwawe, te trupy śpiące pod płachtami. Twój o jedności doskonałej przeczysty sen i twoja święta pogodzonego świata wizja, tu, w prochu, w łajnie poniżona, gdy huczą salwy batalionów.
„Ubolewania godne fakty...”
„Ta krew na głowy rządu spada!”
„Krwawe tym razem żniwo zbiera antypaństwowa prowokacja obcym pieniądzem opłacana!”
„Na równi płaczmy krew przelaną żołnierzy oraz robotników, bo braćmi byli jedni drugim, tej samej matki dziećmi...”
(Matką ojczyznę u nas zwano, chociaż „ojciec” jest rdzeniem tego słowa. Rzecz to znamienna, lecz nie